naKole

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK DROGI

  1. WYCIECZKI
  2. LATA
  3. LISTA TRAS
  4. CYKLE Z BICYKLEM
  5. KONTAKT
  6. DOBRE STRONY ROWERU

07 WRZEŚNIA 2014

POWIŚLE

DRUGA WIZYTA U DOHNÓW

Zgodnie z zapowiedziami sprzed pięciu miesięcy wybrałem się ponownie na dawne ziemie Pogezan w poszukiwaniu śladów bytności rodziny zu Dohna rezydującej tutaj od II połowy XV wieku. Ślady te, w postaci ruin pałaców, kaplic i folwarków, stały się pretekstem do kolejnej wspaniałej przygody z historią w tle.

Dlaczego Pogezania, a nie Powiśle, czy na przykład Mazury :-) pisałem poprzednio, więc nie będę się powtarzał tylko tam odsyłam zainteresowanych. Tam również znajdziesz więcej informacji o tytułowych Dohnach.

Wędrówkę zaplanowałem na niedzielę, licząc na większą frekwencję oraz mając nadzieję na to, że piękna pogoda, utrzymująca się od tygodnia, wytrzyma do owej niedzieli. Wytrzymała. Wędrówka rozpoczęta wschodem słońca i zakończona jego zachodem uplasowała się na pierwszym miejscu w moim prywatnym rankingu wędrówek pozażuławskich. Trochę ze względu na piękną pogodę i moc atrakcji na trasie, trochę dlatego, że stosunek „zrealizowane / zaplanowane” był wyjątkowo wysoki, trochę z uwagi na to, że nieprędko znowu się wybiorę...

 INFORMACJE 
  • Uczestnicy: Bartek, Kuba i Paweł;
  • Dystans: 92 km;
  • Trasa: Słobity - Góry - Mikołajki - Młynarska Wola - Młynary - Podgórze - Nowe Monsterzysko - Stare Monasterzysko - Błudowo - Nowe Sadłuki - Rucianka - Chruściel - Trąby - Pierzchały - Trąbki - Trąby - Chruściel - Ławki - Sopoty - Markowo - Gładysze - Jankówko - Karwiny - Słobity;
  • Mapa:

Również dzisiaj nie ma opowieści o PKP z tego samego powodu, co poprzednio. Docieramy na miejsce wcześniej i taniej, bo samochodem. Pierwszy cel wędrówki: stanąć przed pałacem Dohnów w Słobitach o wschodzie. Podyktowane jest to faktem, iż pałac ów skierowany jest frontem na północny wschód i tylko o wschodzie słońca jest szansa na dobre światło. Wobec powyższego wyjazd z Gdańska następuje przed piątą. Słońce wychyla swą tarczę zza horyzontu kilkanaście minut przed naszym, dotarciem na miejsce startu.

Przed Słobitami. Opadły mgły, wstaje nowy dzień.

O szóstej z minutami zajeżdżamy pod kościół Zmartwychwstania Pańskiego i mimo dnia świętego, postanawiamy zaparkować na miejscach postoju dla wiernych, za co z tego miejsca przepraszam zmotoryzowanych parafian.

[fot. Bartek Banach]

Spod skąpanego w porannym słońcu kościoła pw. Zmartwychwstania Pańskiego...

...udajemy się szybko w kierunku ruin pałacu. Szybko z dwóch powodów: po pierwsze jest nie tyle rześko, co po prostu zimno. Dobre kilka stopni mniej niż w Gdańsku. Po drugie nie chcemy [no dobra - ja nie chcę] przegapić dobrego światła.

 SŁOBITY 

Pierwszy kościół w Słobitach zbudowano w 1586 roku. W jego miejsce w latach 1656-1657 zbudowano nową świątynię. Był to prosty i skromny kościół, bez wieży, jedno-halowy z przybudówką na zakrystię od strony południowej i drugą przybudówką od wschodniej jako mauzoleum na groby rodziny Dohnów. W ścianie z tyłu ołtarza były drzwi prowadzące do mauzoleum. Było tam już 14 trumien. Dzwony były umieszczone w specjalnej na to wieży zbudowanej blisko kościoła.

Dnia 15 lutego 1863 roku po południu odbyło się ostatnie nabożeństwo połączone z jubileuszem jednego z mieszczan Huberta Friendensa. Trumny z mauzoleum przeniesiono do wieży. Wkrótce kościół rozebrano. W ciągu dwóch lat wybudowano nowa świątynię, której wyposażanie ciągnęło się do 1872 roku. Dnia 11 sierpnia 1872 roku nastąpiło poświęcenie i oddanie do użytku kościoła. W jednej przybudówce urządzono mauzoleum, do którego przeniesiono 14 starych trumien [od 1809 roku Dohnowie grzebali się na cmentarzu przy kościele]. Kościół w zasadzie nie ucierpiał w 1945 roku.

W latach powojennych kościół niszczał. W latach 80. XX wieku ówczesny proboszcz nakazał zdjęcie płyt nagrobnych Dohnów i wyłożył nimi podłogę przy wejściu do kościoła. Przy kościele zachował się cmentarz z grobami z XIX wieku.

Źródła:

Teren pałacu, będący własnością prywatną, jest ogrodzony [jak się później przekonujemy - niezbyt szczelnie] i od frontu zamknięty bramą [jak się okazuje - niebyt dokładnie]. Zabezpieczeniem bramy przed otwarciem jest łańcuch łączący oba jej skrzydła, a zaczepiony ogniwem o gwóźdź. Już zaczynałem dobierać się do łańcucha, bo nie po to tu przyjechałem o tej porze, by oglądać pałac przez kraty, gdy Bartek dostrzega na terenie jakiś ruch.

- Coś tam było!
- Człowiek!
- Może dostał!
- Może!

Może i my dostaniemy pozwolenie na wejście na teren!


Dostaliśmy! I żadnemu z nas nie przyszło do głowy, zastanawiać się, czy człowiek ów, wędkujący w przypałacowym stawie, jest uprawniony do wydania takiego pozwolenia.

 SŁOBITY 

Słobity otrzymał od Zakonu Krzyżackiego w 1525 roku Peter Dohna, który wzniósł tam niewielki dom mieszkalny. Główna siedziba Dohnów znajdowała się w owym czasie w „zameczku” (Schlößchen) w Morągu. Dopiero wnuk Petera - Abraham wzniósł tu w latach 1621-1624 pierwszy pałac.

Słobity. Pałac Dohnów. Źródło: Fotopolska.eu

W latach 1696-1732 doszło do znacznej rozbudowy pałacu za sprawą Alexandra zu Dohna [brat, wspomnianego w Pierwszej wizycie u Dohnów, Chritopha - pana w Gładyszach]. Podczas rozbudowy zachowano pierwszy pałac, przedłużono go po bokach galeriami, do których dostawiono prostopadle skrzydła boczne. Kompozycję przestrzenną zamknięto dwoma symetrycznymi, prostokątnymi stawami, z kamiennym mostem na osi fasady pałacu. Założenie pałacowe poprzedzał kompleks budynków administracyjno - gospodarczych, z główną bramą.

Słobity. Pałac Dohnów. Źródło: Fotopolska.eu

W wyniku działań wojennych, w początkach 1945 roku, pałac został spalony, podobnie budynek stajni z wozownią i oficyną. Od tego czasu pałac pozostaje w ruinie, po założeniu ogrodowym prawie nie ma śladu. Bogate zbiory dzieł sztuki - tylko w części - Alexander zu Dohna zdążył ewakuować, a i te uległy rozproszeniu, niewielka część znajduje się w rękach właścicieli, część w Berlinie, w pałacu Charlottenburg. W olsztyńskim Muzeum Warmii i Mazur zachowały się jedynie cztery obrazy.



Słobity. Pałac Dohnów wczoraj i dziś. Zdjęcie archiwalne: Fotopolska.eu.

Źródło:

Następne kilkanaście minut upływa na zwiedzaniu i zarejestrowaniu na materiale światłoczułym tego, co pozostało z tego pięknego niegdyś obiektu.



          




          



Pałacowi towarzyszyło niegdyś piękne założenie parkowe, będące dziś zaledwie wspomnieniem. Około kilometra na południowy zachód od pałacu znajdował się folwark, którego spore pozostałości można oglądać do dziś. Wprawdzie można, ale nie wolno.

Jak już kiedyś pisałem: wchodzę, bo nie czytam biegle i zwiedzam, bo dobrze zwiedzam.



Tu też ktoś nie czytał biegle.



A dozorcy ani śladu. [fot. Bartek Banach]




[fot. Bartek Banach]

W Słobitach zamierzamy jeszcze zobaczyć dwa obiekty związane z niegdyś funkcjonującą tu linią kolejową do Ornety [tą, po której kursował „szalony mazur”]. Pierwszy z nich to wiadukt zbudowany w 1922 roku.

 SZCZYPTA HISTORII 

Szlak kolejowy Słobity - Orneta zbudowano w połowie lat 20-tych ubiegłego wieku, jako odgałęzienie o osiemdziesiąt lat starszej Pruskiej Kolei Wschodniej [Königliche Preußische Ostbahn] z Berlina do Królewca. Budowę rozbito na dwa etapy. Pierwszy odcinek Słobity-Dobry otwarto 1 października 1925 roku. Drugi, z Dobrego do Ornety - rok później. Powodem opóźnień były trudności terenowe - pokonanie dwóch szerokich dolin: Drwęcy Warmińskiej oraz Pasłęki i budowa tam dużych mostów. Ich stalowe konstrukcje wykonano w 1924/1926 r. w królewieckich zakładach „Union-Gießerei”.

Most na Pasłęce między Dobrym, a Bażynami. Źródło: Archiwum Zdjęć Prus Wschodnich

Na tym odcinku istniało siedem stacji. Były to: Wormidtt [Orneta] - stacja 2 klasy, Schlobitten [Słobity] - stacja 3 klasy, Hensels [Jankówko], Döbern [Dobry] i Basien [Bażyny] - stacje 4 klasy oraz przystanek kolejowy Wagten [Drwęczno] i posterunek odgałęźny na lotnisko.

Słobity. Dworzec. 30 września 1926 - dzień otwarcia linii kolejowej. Źródło: Forum Marienburg.pl

Linia w zamierzeniach miała być dwutorowa, o czym świadczą konstrukcje części wiaduktów kolejowych, most pod Drwęcznem [patrz zdjęcie poniżej], przyczółki mostu na Pasłęce oraz nasypy i wykopy torowe. Drugiego toru jednak nigdy nie położono.

Drwęczno. Most nad Drwęcą Warmińską.

Powolna śmierć tej linii kolejowej zaczęła się wraz z wkroczeniem Rosjan na te tereny w 1945 roku i rozpoczęciem demontażu wszystkiego, co się dało i wywozu, jako materiałów do budowy Bajkalsko-Amurskiej Magistrali Kolejowej. Najdłużej funkcjonował, odbudowany na przełomie lat 50 i 60-tych odcinek łączący Ornetę z Drwęcznem i bocznicą do lotniska wojskowego. Pokazywałem wspomnianą bocznicę podczas Pierwszej wizyty.... Od strony Słobit również długo funkcjonowała końcówka linii do Jankówka z bocznicą do kopalni torfu w Dębniu-Józefowie. Środkowy odcinek Jankówko - Drwęczno najszybciej uległ degradacji. Dziś cała linia jest w stanie szczątkowym. Dzieła zniszczenia dokonują złodzieje.

Źródło:

Drugim obiektem jest budynek dworca, o niebyt może fascynującej bryle. Kuba zwiedza wnętrze przez okna, a moją uwagę przykuwa ledwo widoczna niemiecka nazwa stacji widniejąca obok polskiej PeKaPe-owskiej.

Słobity - Schlobitten.

Podobny napis, choć lepiej zachowany i czytelny znajduje się na budynku nastawni kolejowej kilkaset metrów w kierunku Elbląga.

Nastawnia kolejowa. [fot. Bartek Banach]

Mijamy nastawnię, przecinamy tory i ruszamy w Góry.

W Górach gubimy szlak. Nie zauważamy drogi biegnącej przez gospodarstwo. Mijamy ją i jedziemy inną, która początkowo wydaje nam się słuszna, ale po chwili wątpliwości zaczyna budzić fakt, że mocno odbija na zachód. Wracamy i właśnie przez gospodarstwo przy wtórze psów mniejszych i większych jedziemy w stronę Mikołajek. Z gór na Mazury w dziesięć minut!

Minąwszy Mikołajki docieramy do Młynarskiej Woli. Sklep zamknięty - nici z zaopatrzenia. Śniadamy na przystanku, po czym odwiedzamy ruinę kościoła [półtorej ściany szczerze pisząc] i cmentarz.

Młynarska Wola. Ruiny kościoła.

Bramę cmentarną zdejmuję dzisiaj tak:

Idzie jesień.

Chwilę później jesteśmy w Młynarach. Przystajemy na chwilę przy kościele p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP wzniesionym w latach 1856-1857 oraz XIV-wiecznym kościele p.w. św. Piotra Apostoła. Pytamy dwóch tubylców o cmentarz żydowski. Jeden nie ma o nim pojęcia, choć mieszka w Młynarach „ho, ho, albo i dłużej”. Drugi wie, że cmentarz był za chałupą Kazika, ale tam już od dawna nic nie ma. Z mapy Google wiem, że dostęp do miejsca, gdzie ów cmentarz był jest bardzo ograniczony. Wobec powyższych danych odpuszczamy. Odpuszczamy również ruiny młyna, które według tubylców są dziś raczej ruinami ruin młyna i ruszamy na północny zachód w kierunku wsi Nowe Monasterzysko. Droga głównie pod górę oraz lekki, ale jednak wiatr w lepszy półprofil dają się nam we znaki.

W Nowym Monasterzysku próbujemy odczytać nazwiska poległych w Wojnie Światowej i przeprowadzamy inspekcję prac archeologicznych prowadzonych na małym cmentarzyku.



Uprzedzając pytania bądź zarzuty archeologów: łażąc po cmentarzu, zachowaliśmy daleko posuniętą ostrożność. Wśród wielu śmieci zalegających na cmentarzu jeden przykuł naszą uwagę.

Zwłoki Motóra.

Cofamy się do głównej drogi, przecinamy ją i dalej drogą gruntową jedziemy w kierunku Starego Monasterzyska. Między tymi wsiami czeka nas największe, jak sądzę, wyzwanie tej wędrówki - odnalezienie kamienia granicznego między ziemiami Pogezan i Warmów. Nie znam dokładnej lokalizacji kamienia, ale resztki usypanego dawno temu wału [granicznego?] oraz wyznaczona słupkami granica działów leśnych [co często pokrywa się ze starymi granicami] owocuje jego odnalezieniem. Moment odnalezienia kamienia uwieczniamy zdjęciem.

Jadący w peletonie Kuba ma szczęście dokonać „odkrycia”, ale nie nadaje kamieniowi imienia. Kamień pozostaje więc „Kamieniem z Trzema Krzyżami”


[fot. Bartek Banach]

Każdy z nas uwiecznia kamień po swojemu.

Nacieszywszy się chwilą ruszamy do Starego Monasterzyska. Najpierw ścieżką leśną, później łąką, wreszcie drogą gruntową docieramy do wsi.

W Starym Monasterzysku odnajdujemy stary walący się dom na wzgórzu. Bardzo malowniczy widok. Nie dobywam jednak aparatu fotograficznego, bo światło zupełnie nie to. :-(

Przez pola i łąki docieramy do Błudowa. Tu na każdym kroku kapliczka. Zatrzymujemy się przy kościele pw. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny wzniesionym w końcu XV wieku, a gruntownie przebudowanego na początku XVIII.

[fot. Bartek Banach]

W Błudowie podejmujemy decyzję o szybkim tranzycie trasą S-22 [dawną Berlinką] do Wielewa, gdzie zamierzamy zjechać w kierunku Pierzchał. Oczywiście jedziemy pasem technicznym trasy S-22. Mi, w związku z brakiem ciekawych obiektów na trasie, włącza się piąty bieg. Przy kolejnych węzłach czekam na kolegów. Minąwszy węzeł Braniewo Południe, ruszamy na ostatni odcinek tego nudnego tranzytu i tu czeka nas niespodzianka. Po niespełna 1,5 kilometra gładki asfalt pasa technicznego ustępuje płytom betonowym, aby kilkadziesiąt metrów dalej urwać się przy ścianie lasu.

No way!

Dalej żadnej jezdni, żadnej drogi, nawet ścieżki. W akcie desperacji zapuszczam się w koleiny odchodzące w bok od naszej ślepej drogi w szczere pole. Koleiny doprowadzają mnie po 200 metrach do ambony i się kończą. Musimy cofnąć się do węzła Braniewo Południe i skierować właśnie na południe do Chruściela. Przed wsią odbijamy w lewo, by przez Trąby dojechać do Pierzchał. Po drodze mijamy wojskową stację radarową, gdzie, nie wiedzieć czemu, nachodzi nas ochota, by haratnąć w gałę.

W drodze do Pierzchał na łące stoi piękny stary krzyż, którego muszę obowiązkowo uwiecznić.

Na rozstaju dróg,
Gdzie przydrożny Chrystus stał...

Mnie podczas tej czynności uwiecznia Bartek.

Wyprawa krzyżowa. [fot. Bartek Banach]

W Pierzchałach zatrzymujemy się na chwilę przy kościele pw. św. Małgorzaty wzniesionym w pierwszej połowie XIV wieku.


[fot. Bartek Banach]

Oglądamy też nieliczne zabytkowe nagrobki przykościelnego cmentarza.

          

Nie kościół jest jednak głównym celem naszej tu wizyty. Za kościołem skręcamy w prawo i zjeżdżamy nad kanał Pasłęki, do mostu Olgierda.


[fot. Bartek Banach]

...by z tej perspektywy przyjrzeć się elektrowni.

Wzdłuż kanału jedziemy na południe. Przed samym jeziorem przejeżdżamy na lewy brzeg, gdzie chcemy poszukać bunkra niemieckiego wybudowanego w 1932 roku. Spośród wielu ukrytych w okolicznych lasach bunkrów wybrałem ten, który wydaje mi się najciekawszy i najlepiej zachowany, ale jednocześnie jest najmniej dostępny. To oczywiście idzie w parze. Efekt jest taki, że rezygnujemy ze spaceru przez łąkę i chaszcze i ostatecznie bunkry odpuszczamy.

Wracamy na południe przez Trąbki i Chruściel. W tym ostatnim robimy zaopatrzenie. Drogą przez pole i las ruszamy w kierunku jeziora. Po kilkunastu minutach dojeżdżamy do głazu narzutowego.

Ciekawostką jest lista czynności, których nie wolno pod groźbą kary [chciałem napisać sankcji, ale sankcje kojarzą się ostatnio z niegroźnym fochem Unii wobec Wladimira Wladimirowicza] dopuszczać się na kamieniu. Na liście jest między innymi wchodzenie nań, uszkadzanie i rysowanie. Jednak znak szlaku pieszego, zamiast na stojącym obok słupku, został namalowany właśnie na chronionej prawem kamiennej powierzchni.

Następnie ścieżką zdrowia oraz przyrodniczą ścieżką dydaktyczną jedziemy nad jezioro. Doœwiadczam tu trudu fotografowania podczas jazdy.

Miejsce, choć znane mi z relacji Tomka, zaskakuje swym urokiem.

Ognisko, kiełbaska, piwko i rozmowy o tym, gdzie to by człowiek się jeszcze wybrał na rowerze, gdyby mógł, wypełniają nam następną godzinę.

Niezwykle Ważny Punkt Programu.


Niezwykle Ważny Punkt Programu.

Infrastruktura turystyczno - edukacyjna tego miejsca wprawia nas w osłupienie. Wielokątna wiata z obmurowanym ogniskiem w środku, druga wiata, ławki, stoły, wiatka z drewnem na ognisko, gotowe kijki do kiełbasek, gazety na rozpałkę zapakowane w folię, a także śmietniki z workami na śmieci oraz wychodek z papierem toaletowym to tylko to, czym może dysponować turysta w tym miejscu. Do tego przyrodnicze tablice informacyjne, zagadki i gry przyrodnicze dla dzieci. Jestem pod wrażeniem!

Gaszenie ognia. Żeby nie było!

Oj! Ciężko nam opuszczać to miejsce! Zostawiamy je w takim stanie, w jakim zastaliśmy. No w lepszym się nie da! Odwiedzamy jeszcze tylko bobry, a właściwie bobrowe ogryzki.

...i zamykamy pętle ścieżki edukacyjnej wizytą w kurhanach.

 KURHANY W CHRUŚCIELU 

Cmentarzysko kurhanowe z wczesnej epoki żelaza datowane na 600 r. p.n.e. Grobowce to stożkowate nasypy z ziemi lub kamieni kryjące kilka do kilkunastu pochówków. Szczątki zmarłego palono i składano w specjalnych naczyniach zwanych popielnicami. Popielnice przykrywano misami i wokół nich usypywano ziemne, kamienne lub ziemno-kamienne kopce.

Podczas wielokrotnie prowadzonych tu od 1870 roku wykopalisk archeologicznych znaleziono między innymi urny z prochami ludzkimi, prymitywne narzędzia, naczynia oraz broń. Występowanie w sąsiedztwie kurhanów naczyń ceramicznych oraz narzędzi i broni z brązu może świadczyć o obecności w najbliższej okolicy osad ludzkich.

Podobne obiekty można zobaczyć w Węsiorach, Odrach, czy Leśnie. Dla zainteresowanych tematem polecam również stronę Stowarzyszenia Badań Kamiennych Kręgów


Przy okazji dowiaduję się, że to, co w dzieciństwie nazywałem rakiem drzewa, faktycznie tak się nazywa. Tyle lat żyłem w przekonaniu, że to tylko takie dziecięce określenie.

Słońce pochyla się już nad lasem. Czym prędzej ruszamy w kierunku Ławek, gdzie znajdowała się siedziba kolejnej gałęzi rodu zu Dohna [zu Dohna-Lauck]. Dziś są to już zaledwie skromne resztki majątku.

Odwiedzamy ruiny kościoła z przełomu XIV i XV wieku...

...przy których znajduje się pomnik pamięci poległych w Wielkiej Wojnie.

 SZCZYPTA HISTORII 

Pochodzący z XIV wieku kościół zakonny w Ławkach, nieco podobny do kościoła w Starym Siedlisku, został zniszczony w wyniku ostrzału sowieckiej artylerii z kierunku Młynar w końcu stycznia 1945 roku. Miał cenny barokowy ołtarz z 1684 roku wykonany w warsztacie Johannesa Pfeffers'a, a w północnej części nawy znajdowała się krypta, gdzie chowano w pewnym okresie członków rodziny zu Dohna-Lauck. Ozdobny kielich mszalny i patera do hostii z tego kościoła z datą 9.10.1700 znajdują się w muzeum Towarzystwa Powiatowego Pr. Holland w Itzehoe.

Źródło:

UNSEREN GEFALLENEN BRUDERN
ZUM EHRENDEN GEDÄCHTNISS
DIE KIRCHENGEMEINDE LAUCK

NASZYM POLEGŁYM BRACIOM
KU PAMIĘCI
GMINA KOŚCIELNA ŁAWKI [LAUCK].




Na starej mapie zlokalizowałem na zachodnim krańcu wsi cmentarz. Nie spodziewałem się zbyt wiele. Na miejscu znalazłem kilka starych nagrobków ukrytych w gąszczu oraz kilka nowszych, o które ktoś cały czas dba.

          

Z Ławek przez Sopoty i Markowo dojeżdżamy do Gładysz. Najpierw krótka wizyta w kaplicy, której stan nie zmienił się przez te pięć miesięcy. A folia na dachu i rusztowania wskazywały na to, że nadchodzą dla kaplicy lepsze czasy.

Następnie równie krótka wizyta przy podcieniowej kuźni. Oczywiście uwieczniam, bo światło lepsze niż poprzednio.


Ten kowal pedantem chyba nie jest.

Wreszcie dłuższa wizyta przy pałacu.

Zwiedzanie sali kominkowej.

 GŁADYSZE 

Zainteresowanych historią gładyskiej linii rodu zu Dohna jak i samego pałacu odsyłam ponownie do relacji z Pierwszej wizyty u Dohnów. Tutaj zamieszczam jedynie kolejne dziś smutne porównanie:



Gładysze. Stajnie i wozownia „wczoraj” i dziś. Zdjęcie archiwalne: Fotopolska.eu.

W drodze do Słobit planujemy jeszcze zobaczyć ruiny kolejnej kaplicy rodowej Dohnów w Karwinach. W tym celu jedziemy podrzędną drogą asfaltową do odległego o 3 kilometry Jankówka, gdzie znajdowała się stacja kolejowa na trasie Słobity - Orneta.

Kawałek dalej znów przecinamy tor. Tym razem zachowanym wiaduktem.

Miejsce po torze kolejowym wygląda tu jak wyschnięte koryto rzeki.

Ostatni punkt programu dzisiejszej wycieczki, czyli ruiny kaplicy Dohnów w Karwinach, fotografuję w świetle niskiego już słońca i w towarzystwie setek muszek. To chyba ich pora.

 KARWINY 

Majątek ziemski w Karwinach [Karwinden] otrzymał od Zakonu Krzyżackiego w roku 1469 Stanislaus Dohna za udział w wojnie trzynastoletniej, a w szczególności za swoje zasługi podczas bitwy pod Chojnicami [19 września 1454], gdzie Zakon rozgromił wojsko polskie. Pałac wzniesiony w latach 1713-1715 został całkowicie zniszczony, czy to w wyniku działań wojennych, czy już po II Wojnie Światowej. Ruiny kaplicy dworskiej wzniesionej przez Achacego Dohnę w latach 1623-1626 znajdują się przy wjeździe na dawny dziedziniec pałacu.

Karwiny. Kaplica dworska Dohnów. Źródło: Rezydencje rodu zu Dohna.


Karwiny. Pałac Dohnów. Źródło: Archiwum Zdjęć Prus Wschodnich.


Tym symbolicznym, pełnym nadziei spojrzeniem ku niebu kończę wizytowanie majątku Dohnów rezydujących tu przez ponad cztery wieki. Może kiedyś dane mi będzie powrócić i porównać zdjęcia, tym razem, swoje ze swoimi i ocenić, co bezpowrotnie przepadło, a co jeszcze trwa wbrew wszystkiemu, przypominając świetność minionych czasów.

Do wkrótce...

 Przypominam 

...że możesz otrzymywać powiadomienia o pojawieniu się nowej relacji. Wystarczy zapisać się na bezpłatny newsletter.

  NEWSLETTER  

WRÓĆ DO POCZĄTKU

LUB

ZAKOŃCZ WYCIECZKĘ

LUB

POCZYTAJ KOMENTARZE

LUB

ZOSTAW KOMENTARZ

↓    ↓    ↓

ďťż
 

1. Olga
www
czwartek, 16 marca 2017

Bardzo ciekawa i inspirująca wędrówka. Zamierzam pojechać rowerem do Słobit i Karwin z Pasłęka i mam nadzieję, że droga będzie dobra, a ruiny mnie nie zawiodą, bo pielgrzymuję do nich z daleka. Światło poranka w Słobitach rzeczywiście wspaniałe. Marzy mi się taki dojazd, acz raczej pozostanie w sferze marzeń. Gratuluję wędrówek i zdjęć. I pozdrawiam.

Paweł Buczkowski
www
piątek, 17 marca 2017

Dziękuję za miłe słowa. Pasłęk jest świetną bazą wypadową na dawne ziemie Pogezan. Jeśli już do Słobit i Karwin, to polecam Gładysze. To tylko kilka kilometrów dalej, a można zobaczyć ruiny kolejnego pięknego pałacu, które pokazałem podczas Pierwszej wizyty u Dohnów. Co do światła. Pałac w Słobitach jest zorientowany frontem niemalże na północ, co sprawia, że aby złapać światło na fasadzie, trzeba tam być latem o wschodzie. W Gładyszach jest łatwiej.

Dojazd samochodem, nie jest taki fajny, jak się wydaje. Wymusza to trasę wycieczki w formie pętli. Wolę dojeżdżać pociągiem do stacji A i wracać ze stacji B. Niestety nie odpowiada mi godzina połączenia kolejowego z Gdańska do stacji leżących za Elblągiem, bo tracę na nim 3-4 godzin, które mógłbym spędzić na siodełku. Tylko dlatego w tamte rejony wybieram się zwykle samochodem.

Jeszcze raz dziękuję i proszę pozdrowić Pogezanię.

Olga
www
czwartek, 06 kwietnia 2017

Pogezania dziękuje i odwzajemnia pozdrowienia. Miałam wątpliwości, czy zdołam dojechać do Gładysz, ale dojechałam i nie żałowałam. Dziękuję za rekomendację, którą usłyszałam też z ust okolicznego mieszkańca, co dodało mi sił na dodatkowe kilometry. Przy okazji obejrzałam też kaplicę pod Gładyszami i donoszę, że prace remontowe postąpiły, acz w nieoczekiwanym przeze mnie kierunku: zamurowano wejście i okna. Ot, finezja!.

Paweł Buczkowski
www
piątek, 13 kwietnia 2017

Tak, to bardzo finezyjny sposób zabezpieczenia zabytku. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o kasę. Takie zamurowanie wszystkich otworów zabezpiecza wprawdzie przed wchodzeniem do środka, a co za tym idzie w większości wypadków dewastacji. Jednak również w większości przypadków taki zamurowany stan trwać będzie długimi latami, jeśli nie zawsze.




2. Ty
www

To jest miejsce na Twój komentarz.

KATEGORIA: REGION

BORY TUCHOLSKIE  /  DOLINA DOLNEJ WISŁY  /  GDAŃSK  /  KASZUBY  /  KOCIEWIE  /  KOSMOS  /  MAZURY  /  POWIŚLE  /  SUWALSZCZYZNA  /  WARMIA  /  WYSOCZYZNA ELBLĄSKA  /  ZIEMIA CHEŁMIŃSKA  /  ŻUŁAWY

2009 -

PRZESTRZEŃ I CZAS NA KOLE PRZEMIERZA PAWEŁ BUCZKOWSKI