naKole

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK DROGI

  1. WYCIECZKI
  2. LATA
  3. LISTA TRAS
  4. CYKLE Z BICYKLEM
  5. KONTAKT
  6. DOBRE STRONY ROWERU

11 CZERWCA 2014

ŻUŁAWY

GDZIE ANIOŁ SPOTYKA KRASNALA

Po dłuższej nieobecności postanowiłem znów zapuścić się na Żuławy. Wybór padł na okolice między Elblągiem, a Nowym Dworem Gdańskim. Wprawdzie byłem w tym rejonie już trzykrotnie, ale nadal wydaje mi się on nieodkryty. Tym razem chciałem zobaczyć kilka obiektów mi nieznanych oraz kilka, które już widziałem, jednak z innej strony, w innym świetle i z innym stanem umysłu. Ale zacznijmy od początku...

 INFORMACJE 
  • Uczestnicy: Piotr i Paweł;
  • Dystans: 65 km;
  • Trasa: Elbląg - Bielnik Pierwszy - Bielnik Drugi - Kępki - Kępiny Małe - Marzęcino - Powalina - Starocin - Różewo - Rakowe Pole - Solnica - Rakowiska - Rakowo - Lubstowo - Myszewo - Lubstowo - Michałowo - Ząbrowo - Fiszewo - Stare Pole;
  • Mapa:

Polskie Koleje Państwowe dowożą nas BEZ OPÓŹNIENIA do Elbląga, gdzie tradycyjnie niższa o kilka stopni temperatura powietrza nie zaskoczyła nas specjalnie. Staramy się niezwłocznie opuścić Elbląg, zaliczając po drodze czerwone na wszystkich skrzyżowaniach. Za rzeką Elbląg skręcamy na północ i przecinamy otoczoną XVII-wiecznymi szańcami lewobrzeżną, dziś trochę zapomnianą, część Elbląga - Wyspę Spichrzów. Wyjeżdżamy z ówczesnych granic miasta w miejscu, gdzie niegdyś znajdowała się Brama Gdańska. Dziś jest to mostek dla pieszych nad fosą.

Kierujemy się wzdłuż Kanału Jagiellońskiego na północ do Bielnika Pierwszego. W okolicy tej wsi Niemcy ulokowali w czasie II Wojny Światowej stanowisko radaru kierowania ogniem FuMG-62 Würzburg. Radar współpracował z położoną w pobliżu ciężką baterią artylerii przeciwlotniczej [schwere Heimat-Flak-Bttr. 232./I]. Więcej o niemieckim systemie obrony przeciwlotniczej z czasu II Wojny Światowej napisałem w relacji z wędrówki Łoże z baldachimem.

FuMG-62.

O tej porze roku eksploracja tego obiektu jest trudna ze względu na gęsto porastające go krzaki.

[fot. Piotr Zwierzyński]

Jedyne, co można zrobić, to obejść dookoła tę, przypominającą oazę, kępę krzaków, z której od wschodu wystaje sterta cegieł, a od zachodu:

Z dwóch dróg [obu niestety płytowych] łączących Bielnik Pierwszy z Drugim wybieramy tę, która prowadzi nas u stóp wału wzdłuż Kanału Jagiellońskiego. Kilkakrotnie wspinamy się na wał, by obejrzeć kanał. Tuż przed zabudowaniami Bielnika Drugiego w szczerym polu napotykamy na szlaku ofertę, której grupa docelowa, z uwagi na okolicę, musi ograniczać się do turystów, wędkarzy i rolników. Jest to jedna z ofert w rodzaju „teraz bierz, później będziesz płakać”.

W Bielniku Drugim podjeżdżamy na koniec, albo początek [zależy od punktu widzenia] Kanału Jagiellońskiego, by obejrzeć wrota przeciwzalewowe. Prawie 6-kilometrowy kanał wraz z zamykającymi go od Nogatu dwiema śluzami został wybudowany w 1483 roku. Wrota, teraz unieruchomione, stanowiły wejście z Nogatu do południowej, większej śluzy. Współpracowała z nimi druga para wrót, dziś nieistniejąca. Druga, mniejsza śluza, służąca do przeprawiania łodzi rybackich znajdowała się na północnej odnodze kanału, o której przebiegu przypomina dziś wał przeciwpowodziowy. Oczywiście dziś trudno byłoby doszukać się wschodniej odnogi i małej śluzy. Zobacz na mapie.

Po krótkim postoju, podczas którego mnie bardziej interesują wrota, a Piotra moczykije na licznych tu stanowiskach wędkarskich, ruszamy ku nieodległemu mostowi na Nogacie. Przed wjazdem na most namawiam Piotra na odwiedzenie cmentarza. Piotr stwierdza krótko: Co mogło się zmienić na cmentarzu?! Szybko dowiadujemy się, co mogło się zmienić. Cmentarz, w przeciwieństwie do tego, co ujrzeliśmy dokładnie trzy lata temu, po prostu widać! Krzaki wykarczowane, nagrobki jako tako poukładane, zarys kościoła w całości widoczny. Warto wracać!

Można obejrzeć charakterystyczny pomnik w pełnej krasie...

...oraz kilka innych grobów i zarys fundamentów kościoła wraz z wyraźnie widocznym miejscem po wieży.



          

Trudno wprawdzie cieszyć oczy stanem tego zdewastowanego cmentarza, ale widać, że ktoś próbuje wyrwać z pazurów Wszechwładnej Matki Natury to, co pozostało. Ktoś dba o to miejsce. Jest tablica, jest jako taki porządek. Dziegciem w tej beczce miodu jest brak anioła, którego z takim poświęceniem szukaliśmy z Kubą w 2011. Zastanawiające jest, czy został on zabrany do jakiegoś kościoła lub lapidarium [o czym pewnie bym słyszał], czy raczej zabrał go jakiś burak, by wzbogacić swoją kolekcję sztuki ogrodowej, gdzie anioł spotkał się z rubasznym krasnalem i stanowią teraz tejże kolekcji główne eksponaty. Smutny to akcent tej wędrówki. Pocieszeniem są zdjęcia sprzed trzech lat.

Na lewym brzegu Nogatu widać restaurację Hugo Neumanna. Oczywiście poprzednio też tam była, ale nie miałem o tym pojęcia.

Przejechawszy most, oglądamy z bliska restaurację, po czym zatrzymujemy się przy drodze do Kępin Małych na małe co nieco. Posileni ruszamy dalej. Cmentarz w Kępinach Małych równie niedostępny, co w 2011 roku. Wysokie pokrzywy dają mi się we znaki [znaczy w łydki]. Wewnątrz pod koronami drzew jest trochę lepiej.

Tam, gdzie poprzednio była tylko stopa anioła, dziś jest małe „lapidarium” - znak, że ludzie tu zachodzą.

Zauważyłem, że jeden z grobów jest głęboko rozkopany - znak, że RÓŻNI ludzie tu zachodzą.

Piotr, jak poprzednio, nie decyduje się na wizytę, a chwilę później jesteśmy już w drodze do wsi [Kępiny Małe], zostawiając cmentarz w kępie drzew za sobą.

Mijamy Kępiny Małe i szybko docieramy do Marzęcina prosto pod kościół p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP wybudowany w stylu neogotyckim w 1852 roku, jako zbór ewangelicki.

W Marzęcinie oczywiście musiałem pokazać Piotrowi ruiny wzniesionej w 1884 roku śluzy zamykającej kiedyś ujście Kanału Panieńskiego do Zalewu. Śluza wyposażona była w samozamykające się wrota przeciwsztormowe.

Co ciekawe, mimo widocznych dla wprawnego oka prób, do dzisiaj nie udało się nikomu zdemontować [i dokonać cudownego przemienienia w wino] płyty z datą budowy i nazwiskami osób sprawujących nad nią nadzór...

ZBUDOWANO 1884.
Kapitan wałowy BÖNCHENDORF
Inspektor wałowy GÖTTER
Przysiężny wałowy (...)
Majster wałowy (...)

...mechanizmu otwierania wrót...

...i innych...

...metalowych...

...elementów.

Jadąc dalej na północ poruszalibyśmy się po dawnym dnie Zalewu Wiślanego. Widać to dokładnie na poniższej mapie [U dołu po prawej widać wieś Jungfer - Marzęcino i Kanał Panieński uchodzący do ówczesnego Zalewu Wiślanego]. Więcej o wrotach w Marzęcinie można przeczytać na Forum Dawny Gdańsk.

Marzęcino na mapie z lat 30-tych XX wieku. Źródło: mapy.eksploracja.pl. Cała mapa tutaj.

Marzęcino. Wrota przeciwzalewowe jeszcze w eksploatacji. Źródło: Forum Dawny Gdańsk

W Marzęcinie dajemy też odpocząć naszym rumakom.

Niechybnie brakuje tam nas.

Następnym punktem programu po wrotach panieńskich są ruiny parowej przepompowni w Różewie. Dojeżdżamy tam najpierw asfaltem na Nowy Dwór Gdański, a później polną drogą ze Starocina na południe. Już z daleka widzimy nasz cel.

Już zbliżając się do przepompowni wiem, że nie będzie łatwo. Tonie ona bowiem w morzu pokrzyw.

Mimo głośno wyrażonego przez Piotra niedowierzania, po kilkunastu minutach i trzech podejściach z trzech różnych stron docieram do komina torując sobie drogę wśród pokrzyw dorównujących mi miejscami wysokością.

Na parzącego wpłynąłem przestwór oceanu. [fot. Piotr Zwierzyński]

Komin przez ten cały czas zdaje się być w zasięgu ręki.

Dotarłszy do celu, czuję się, co najmniej, jak zdobywca ośmiotysięcznika.

[fot. Piotr Zwierzyński]

Wydeptując w niższych już pokrzywach dookoła komina mały placyk,...

[fot. Piotr Zwierzyński]

...robię kilka zdjęć samego komina,...


...jak i studni, w której prawdopodobnie znajdowała się turbina pompy odwadniającej.


Zainteresowanych działaniem przepompowni odsyłam do postu Krzysztofa w wątku o przepompowni na Forum Dawny Gdańsk.

Prawdopodobnie w ramach rehabilitacji za swoje niedowiarstwo Piotr karczuje mi krótsze wyjście z pokrzywiska.

Ruszamy na południe w kierunku jednego z największych cmentarzy mennonickich na Żuławach. Piotr odwraca się jeszcze i zdejmuje mnie pamiątkowo ze zdobytym kominem w tle.

[fot. Piotr Zwierzyński]

Dojechawszy do cmentarza orientuję się, że Piotr został w tyle. Postanawiam nań poczekać w miejscu wiecznego odpoczynku. Ma się rozumieć aparat nie odpoczywa.



Oglądając skąpany w słońcu cmentarz przypominam sobie zgoła odmienne okoliczności przyrody towarzyszące mojej ostatniej tu wizycie.

25 marca 2014.


25 marca 2014.


25 marca 2014.

Po chwili wychodzę na drogę i zaniepokojony o los mojego kolegi spoglądam na północ w kierunku przepompowni, skąd już dawno powinien był nadjechać. Dzwoni telefon. Odbieram. To Piotr oznajmia mi żebym się odwrócił, bo dawno już minął cmentarz i czeka na mnie przy krzyżówce kilkaset metrów na południe. Doganiam go i ruszamy Drogą Krajową nr 7 [okropność!!!] do Solnicy. W Solnicy opuszczamy nieprzyjazną rowerzystom DK7 i jedziemy na południe przecinając co chwilę nieczynny, wąski tor z Nowego Dworu Gdańskiego do Nowego Stawu. Po drodze Piotr nadzoruje naprawę jezdni.

Przez Rakowiska, Rakowo i Lubstowo docieramy do Myszewa, gdzie już od dawna chciałem zobaczyć znane „wasserstandy” na ścianie kościoła.


Tablice upamiętniają poziomy wody podczas powodzi z lat: 1829, 1839, 1855 oraz czwarta [na zdjęciu w głębi], silnie skorodowana, prawdopodobnie z 1888 roku.

Na przykościelnym cmentarzu znajdujemy jedną stelę na grobie gospodarza z Myszewa. Uwagę zwracają dziury po pociskach oraz data urodzenia - 19 kwietnia. To ostatnie zwraca tylko moją uwagę :-)

Wracamy do Lubstowa i zasięgnąwszy języka w kwestii możliwości przejechania przez śluzę Michałowo kierujemy się tamże.

Spędzamy chwilę przy samej śluzie.


Operator śluzy i nowej elektrowni demonstruje nam działanie automatycznych krat usuwających z wody zanieczyszczenia mogące być zagrożeniem dla turbin.

Z Michałowa przez Ząbrowo i Fiszewo dojeżdżamy do Starego Pola, gdzie najpierw oglądamy niewielki kościółek pw. Matki Boskiej Królowej Polski wzniesiony dla ewangelików w roku 1879.

Później Piotr spotyka się z krową rekordzistką.

Resztę czasu pozostałą do odjazdu pociągu spędzamy na popijaniu kabanosów chmielowym napojem chłodzącym z tych... no... Tychów.

Tak kończy się kolejna wędrówka, podczas której poznałem kilka nowych miejsc, a kilka starych zobaczyłem w nowym świetle. Już wkrótce wrócę na Żuławy. Tym razem samochodem, z uwagi na duży rozrzut niezmiernie ciekawych punktów programu Dni Otwartych Żuławskich Zabytków.

Do wkrótce...

 Przypominam 

...że możesz otrzymywać powiadomienia o pojawieniu się nowej relacji. Wystarczy zapisać się na bezpłatny newsletter.

  NEWSLETTER  

WRÓĆ DO POCZĄTKU

LUB

ZAKOŃCZ WYCIECZKĘ

LUB

POCZYTAJ KOMENTARZE

LUB

ZOSTAW KOMENTARZ

↓    ↓    ↓

ďťż
 

1. Ty
www

To jest miejsce na Twój komentarz.

KATEGORIA: REGION

BORY TUCHOLSKIE  /  DOLINA DOLNEJ WISŁY  /  GDAŃSK  /  KASZUBY  /  KOCIEWIE  /  KOSMOS  /  MAZURY  /  POWIŚLE  /  SUWALSZCZYZNA  /  WARMIA  /  WYSOCZYZNA ELBLĄSKA  /  ZIEMIA CHEŁMIŃSKA  /  ŻUŁAWY

2009 -

PRZESTRZEŃ I CZAS NA KOLE PRZEMIERZA PAWEŁ BUCZKOWSKI