naKole

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK DROGI

  1. WYCIECZKI
  2. LATA
  3. LISTA TRAS
  4. CYKLE Z BICYKLEM
  5. KONTAKT
  6. DOBRE STRONY ROWERU

23 STYCZNIA 2016

KASZUBY

ROWER W ŚNIEGU

Postanowiłem sprawdzić dziś w śniegu siebie i swój rower. Jak dotąd po śniegu i w mrozie ograniczałem się do dojazdów do pracy. Nigdy jednak nie wybrałem się na wycieczkę, choćby krótką. Pora więc spróbować. Poza tym piękna wyżowa pogoda w połączeniu z pokrywającym wszystko puchem prowokuje do fotografowania. Wybór padł na Las Otomiński. Miałem wprawdzie w planach eksplorację grodziska wczesnośredniowiecznego w Pręgowie, ale ten pomysł narodził się kilka dni temu, kiedy śniegu było, co kot napłakał. Teraz kilkunastocentymetrowa pierzynka pokryła świat, a jazda po bezdrożu w głębokim śniegu to nie na mój rower. Muszę wybierać odśnieżone, lub co najmniej rozjeżdżone drogi. Ostatecznie pręgowskie grodzisko poczeka, a ja postanawiam pokręcić się bez celu w trójkącie Otomin - Sulmin - Łapino. Cel w postaci małego co nieco oraz herbatki z duchem u Witka narodził się w trakcie przejażdżki.

 INFORMACJE 
  • Uczestnicy: Paweł;
  • Dystans: 39 km;
  • Trasa: Gdańsk - Siedlce - Ujeścisko - Szadółki - Rębowo - Otomin - Sulmin - Łapino - Kolbudy - Lublewo - Bąkowo - Otomin - Rębowo - Szadółki - Ujeścisko;
  • Mapa:

Wyjeżdżam nie, jak zwykle, spod domu, ale z pracy, po nocnej zmianie. Gdy, boczną drogą w okolicy Szadółek, opuszczam Gdańsk, na zimny, błękitny nieboskłon nieśmiało wkracza słońce.

Pierwszy przystanek na Jeziorze Otomińskim. Tu nielegalne kąpielisko. Obowiązuje tu zakaz kąpieli, który jest permanentnie łamany w miesiącach letnich. Miejsce, przy takiej pogodzie tylko nielicznym kojarzy się z kąpielą. Dziś, poza mną, jest tu tylko kilku wędkarzy. Lubię to miejsce właśnie przy takiej gęstości zaludnienia.

Zmarznięte, bo nie zaopatrzone, jak to zwykłem robić, w podwójne czubki skarpet, nogi rozgrzewam krótkim spacerem po lodzie połączonym z przebieraniem palcami. Robię to jednak przy brzegu, bo od zawsze czuję strach przed włażeniem na zamarznięte zbiorniki. Przy okazji szukam ciekawych, mroźnych kadrów.

Rozgrzawszy palce u nóg, ruszam do Sulmina. Zatrzymuję się na chwilę przy dawnym kościele ewangelickim, dziś pełniącym funkcję galerii.

Zawiłe są dzieje tej wzniesionej w XIX wieku świątyni. Funkcję sakralną przestała ona pełnić w chwili wybuchu II Wojny Światowej. Już po wojnie w latach 1949-1950 znajdowało się tam Małe Seminarium Duchowne Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego, będące prywatną kościelną szkołą średnią. W kolejnych latach świątynia pełniła różnorodne role magazynowe, co nie było aż tak rzadką praktyką w latach PRL.

Światełko nadziei zapaliło się dla sulmińskiego kościoła w roku 1979, kiedy to został kupiony przez rzeźbiarza Włodzimierza Wieczorkiewicza, który wraz z żoną Jolantą Cerebież-Tarabicką odrestaurowali go w latach 1980-1985 adaptując na cele mieszkalne oraz urządzając w nim prywatną Galerię Sulmin. Nadzieja zgasła wraz z życiem Włodzimierza Wieczorkiewicza pewnego ulewnego lipcowego dnia w 2001 roku.

Następnym wydarzeniem w historii tego obiektu był pożar z 2005 roku, który strawił dachy i wnętrze galerii. Ruiny wystawiono na sprzedaż. Bodajże w 2006 roku kupili go Alicja Solarewicz-Zawierucha i Mariusz Zawierucha. Nowi właściciele odrestaurowali kościół i we wrześniu 2012 ponownie otworzyli tu prywatną galerię.

Z Sulmina kieruję się na południe. Po chwili dojeżdżam do jednej z moich astrofotograficznych miejscówek przy starym cmentarzu ewangelickim, na którym znajduje się grobowiec Gralathów.

Rodzina Gralathów pochodząca z Ratyzbony osiedliła się w Gdańsku w końcu XVII wieku. W kolejnych wiekach członkowie tej rodziny zapisali się w historii miasta. Największą sławą okrył się Daniel Gralath [starszy], pionier badań nad elektrycznostatyką, założyciel Towarzystwa Przyrodniczego i późniejszy burmistrz miasta [1763-1767]. To jego hojności zawdzięczamy Wielką Aleję łączącą Wrzeszcz z Gdańskiem.

Pierwszy syn Daniela Gralatha - Daniel Gralath [młodszy] wsławił się jako autor znakomitej trzytomowej „Historii Gdańska”.

Drugi syn starszego Daniela - Karol Fryderyk osiadł w 1808 roku w Sulminie, natomiast syn Karola Fryderyka Gralatha - Stanisław Karol wybudował tu dwór i doprowadził do założenia szkoły.

Lata temu odkryłem ten grobowiec, gdy był jeszcze zdewastowany i zapomniany. We wnętrzu, do którego można było wejść przez wyrwę w murze walały się szczątki ludzkie. Dziś do środka można zajrzeć przez małe, zakratowane okienko w drzwiach.

Kaplica grobowa została wzniesiona w początku XIX wieku przez Karola Fryderyka Gralatha i on jako pierwszy w niej spoczął w 1818 roku.

W następnych latach w grobowcu spoczął jego syn - Stanisław Karol Gralath, a także żona, szwagier i bratanek tego ostatniego. Ostatni pochówek odbył się 1907 roku. Złożono tam wtedy ciało Marii Maquet, wdowy po Jerzym Fryderyku - bratanku Stanisława Karola Gralatha.

W okresie międzywojennym przy kaplicy powstał cmentarz dla mieszkańców wsi. Groby na nim jednak dziś są bezimienne.

Dalej jadę na południowy zachód drogą gruntową, początkowo po śladach samochodu, później już tylko śladami biegówek. Słońce błyska między koronami drzew, ciągle nisko nad horyzontem.

Stromym wąwozem zjeżdżam w dolinę Raduni i drewnianą kładką przeprawiam się na drugi brzeg.

Uroki zamrożonej rzeki zatrzymują mnie na kilka kadrów.



Na drugi brzeg nawet biegówki nie dotarły. Nie dam rady jechać na swoich wąskich oponach. Prowadzę po kostki w śniegu. Ale i tak jest cudownie. Był „Helikopter w ogniu”, jest i „Rower w śniegu”.

Jeszcze tylko spojrzenie za siebie, w kierunku prześwitującej przez gołe drzewa Raduni.

Kilkadziesiąt metrów dalej przecinam znany mi dobrze, nieczynny od 1994 roku tor linii kolejowej numer 229 z Pruszcza Gdańskiego do Starej Piły.

Dalej również prowadzę...

Po kilkuset metrach spaceru docieram do pięknie odśnieżonej drogi z Widlina do Łapina. Znów mogę dosiąść stalowego rumaka.

Po drodze jeszcze rzucam okiem na starą papiernię w Łapinie.

I w zasadzie kończę krajoznawczą część wędrówki wizytą u Witka. Śniadanko, kawka, herbatka i lampka jednej z kolekcji witkowych nalewek. Poza tym rozmowy o nieznanej mi bliżej, choć nieodległej okolicy oraz plany wspólnej eksploracji grodziska w Pręgowie [oczywiście na wiosnę].

Po tym wszystkim przyodziewam się z powrotem w moje warstwy i przez Kolbudy, Lublewo i Bąkowo zamykam pętlę w Otominie i wracam przez Rębowo i Szadółki do mojego Ujeściska.

Do wkrótce...

 Przypominam 

...że możesz otrzymywać powiadomienia o pojawieniu się nowej relacji. Wystarczy zapisać się na bezpłatny newsletter.

  NEWSLETTER  

WRÓĆ DO POCZĄTKU

LUB

ZAKOŃCZ WYCIECZKĘ

LUB

POCZYTAJ KOMENTARZE

LUB

ZOSTAW KOMENTARZ

↓    ↓    ↓

ďťż
 

1. Ty
www

To jest miejsce na Twój komentarz.

KATEGORIA: REGION

BORY TUCHOLSKIE  /  DOLINA DOLNEJ WISŁY  /  GDAŃSK  /  KASZUBY  /  KOCIEWIE  /  KOSMOS  /  MAZURY  /  POWIŚLE  /  SUWALSZCZYZNA  /  WARMIA  /  WYSOCZYZNA ELBLĄSKA  /  ZIEMIA CHEŁMIŃSKA  /  ŻUŁAWY

2009 -

PRZESTRZEŃ I CZAS NA KOLE PRZEMIERZA PAWEŁ BUCZKOWSKI