naKole

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK DROGI

  1. WYCIECZKI
  2. LATA
  3. LISTA TRAS
  4. CYKLE Z BICYKLEM
  5. KONTAKT
  6. DOBRE STRONY ROWERU

11 LIPCA 2012

POWIŚLE  ♦  ŻUŁAWY

GNIEW ŚWIĘTEGO WOJCIECHA

Postanowiłem wyruszyć poza Żuławy. Wprawdzie tuż za ich granicę, ale jednak to już Powiśle. Głównymi celami wędrówki było odwiedzenie i jak się okazało zwiedzenie pięknego dworu Sierakowskich w Waplewie Wielkim, obejrzenie ruin powiślańskich holendrów w Ankamatach i Budziszu oraz oddanie hołdu Świętemu Wojciechowi w miejscu jego męczeńskiej śmierci.

 INFORMACJE 
  • Uczestnicy: Piotr i Paweł [ale zaopatrzenie z Biedronki :-)];
  • Dystans: 85 km;
  • Trasa: Malbork - Krzyżanki - Łoza - Szropy - Jurkowice - Kalwa - Stary Targ - Waplewo Wielkie - Ankamaty - Nowiec - Bągart - Święty Gaj - Kwietniewo - Kwietniewo [znowu?] - Powodowo - Grądowy Młyn - Nowe Dolno - Wiśniewo - Krzewsk - Żurawiec - Tropy Elbląskie - Elbląg;
  • Mapa:

Pociąg z Gdańska 0519. Wcześnie? Dla mnie późno. Piotr na szczęście podziela moje upodobanie do wyjścia z domu o świcie. Przed zmianą rozkładu mieliśmy pociąg w kierunku Malbork / Elbląg o 0420 [piękna pora]. Teraz tracimy godzinę, ale późniejszy start nadrabiamy szybką jazdą. Pociąg zachowuje się jak pośpiech. Staje tylko w Pruszczu, Pszczółkach, Tczewie i Malborku.

Dobrze!

Dojeżdżając do Malborka zauważamy, że z południa szybko nadciągnęły ciemne chmury i stwierdzamy, że najlepszą pogodę tego dnia przesiedzieliśmy w pociągu.

Nie dobrze!

Wysiadamy w Malborku o 0620 i niezwłocznie ruszamy szosą na Dzierzgoń. Niebo szare, ale słońce walczy. Krajobraz szybko robi się „nieżuławski”. Pofalowany teren i sporo drzew. Jesteśmy na Powiślu. W okolicach Nowej Wsi Malborskiej zatrzymuję się przy bocznej drodze, żeby sfotografować krzyż.

W Krzyżankach skręcamy na podrzędny asfalt do Łozy, gdzie chcemy zobaczyć kościół i cmentarz. Piotr pewnie skręciłby w prawo na Dąbrówkę, gdybym zdradził mu pewien sekret - obecność jeziora.

Tuż przed Łozą słońce zaczyna przebijać przez gęstniejące do tej pory chmury.

Gdy dojeżdżamy do pięknie położonego kościoła. Akurat wychodzi słońce i udaje mi się zdjąć bryłę kościoła w pełnym oświetleniu na tle ciemnych chmur. Lubię takie kontrasty.

Oczywiście jak zwykle zamknięty i nie można zajrzeć do środka. Mój syn powiedziałby: Aaale żaaal! Za kościołem stary, zniszczony, zaniedbany cmentarz, a na nim, między wieloma zapomnianymi: nieznany Jacob oraz Wilhelmina Ulrich, która przeżyła prawie cały wiek dziewiętnasty.


Z Łozy, chcąc uniknąć kontaktu z ruchem samochodowym, nie wracamy na główną [szosa 515], lecz jedziemy brukiem [dokładniej wzdłuż bruku] w stronę Szrop.

Pierwszym, co przykuwa naszą uwagę we wsi jest cmentarz. Większość nagrobków współczesna, ale jest ciekawostka.

Tablica z 1928 roku upamiętniającą poległych za ojczyznę podczas Wielkiej Wojny. Na tej niemieckojęzycznej tablicy obok niemieckich widnieją polskie nazwiska mieszkańców okolicznych wsi: Szrop [Schroop], Jordanek [Jordanken], Gintry [Gintro], Jodłówki [Tannfelde] oraz Igieł [Iggeln].

Tłem dla cmentarza jest piękny krajobraz z pszenicą w roli głównej.

W centrum wsi kościół pw. św. Piotra i Pawła.

...a naprzeciwko ciekawy budynek dawnej gospody Herberta Hildebrandta.


Gospoda Hildebrandta za czasów świetności. Źródło: Marienburg.pl

Ze Szrop wracamy na szosę Malbork - Dzierzgoń, by po chwili dojechać do Kalwi, gdzie skręcamy na Stary Targ. W Kalwi oglądamy kościół pw. św. Magdaleny wzniesiony w latach 1310-1320. Posiada bryłę murowaną z kamienia polnego i cegły z elementami szachulca oraz drewnianą wieżę z 1821 roku.



Na przykościelnym cmentarzu odnajdujemy kilka ładnych, starych nagrobków.

W brzuchach zaczyna burczeć, a w głowach coraz bardziej krystalizuje się pomysł śniadania na trawie przy pałacu w Waplewie. Najpierw jednak ruszamy do Starego Targu. Dobrym zwyczajem odwracam się opuszczając wieś. I nagrodą jest ładny widok na kościół.

W Starym Targu przed Urzędem Gminy natykamy się na głaz z tablicą upamiętniającą podpisany tu w 1629 roku rozejm ze Szwedem. Dokładniej rozejm ten podpisano w położonym na północ od wsi Starym Dworze, znanym dawniej jako Stary Targ - folwark.

Podpisany 26 września 1629 roku rozejm w Starym Targu [ówcześnie Altmark] zakończył kolejny etap starć o ujście Wisły prowadzonych przez Rzeczpospolitą i Szwecję. W rzeczywistości wyniszczające Pomorze i Kujawy działania wojenne zostały zawieszone na 6 lat. Na mocy rozejmu altmarskiego Szwedzi zatrzymali Inflanty na północ od Dźwiny wraz z Rygą oraz wszystkie porty pruskie z wyjątkiem Gdańska, Królewca i Pucka. Malbork, Sztum i Głowa przechodziły pod panowanie neutrelanego, choć nieprzyjaznego Polsce elektora brandenburskiego Jerzego Wilhelma Hohenzollerna. Rozejmowi towarzyszył układ pomiędzy Szwecją, a Gdańskiem, na mocy którego król szwedzki miał prawo do pobierania 3,5% cła od przewożonych towarów.

Koronowany trzy lata później król polski, Władysław IV od początku swego panowania szykował się do rozprawy ze Szwedami. Wewnętrzne problemy Szwecji oraz niechęć polskiej szlachty do finansowania dalszej wojny sprawiły, że rozmowy podjęte już w styczniu 1635 roku w Pasłęku, a kontynuowane latem w Sztumskiej Wsi zakończyły się przedłużeniem rozejmu z Altmarku o dalsze 26 lat. Na mocy podpisanego 12 września 1635 roku rozejmu Polacy odzyskali zajęte przez Szwedów tereny w Prusach Królewskich, stracili natomiast Inflanty. Wydarzenie to również zostało upamiętnione głazem. [Sztumską Wieś odwiedziłem podczas wędrówki Z biegiem Wisły].

Wcześniej oglądamy kościół pw. św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza.

Parafia tutejsza została założona w 1216 roku przez biskupa misyjnego Chrystiana. W 1325 roku został zbudowany gotycki kościół parafialny. W czasie II wojny północnej kościół został ograbiony i zniszczony przez żołnierzy Karola X Gustawa. W 1807 roku całkowitemu zniszczeniu uległa wieża. Na początku XX wieku silnie zniszczoną świątynię rozebrano i zbudowano od podstaw. W 1906 roku miało miejsce poświęcenie jej przez biskupa. Do dziś zachowała się w tej formie. Zachowała się również część zabytkowego wyposażenia. Między innymi ołtarze: główny z pocz. XVIII w. i Mariacki o wiek wcześniejszy, a także granitowa kropielnica i drewniana skarbonka z 1696 roku.

Ja oczywiście nieomieszkałem obejść świątyni dookoła i przyjrzeć się cegłom. Ot taka moja słabostka.


W drodze do Waplewa Wielkiego po raz kolejny już dziś przecinamy nieczynną linię kolejową Malbork - Dzierzgoń, przy czym Piotr przejeżdża nie zachowując szczególnej ostrożności!

Głodni dojeżdżamy do Waplewa Wielkiego, gdzie znajduje się główny punkt programu dzisiejszej wycieczki - pałac Sierakowskich.

Głód obrazów i wiedzy zwycięża i, zanim siądziemy do kanapek, zwiedzamy udostępnioną część pałacu.

Waplewo od końca XVI wieku należy do polskich rodów szlacheckich: Niemojewskich, Zawadzkich, Chełstowskich, Bagniewskich i Sierakowskich. Ci ostatni weszli w posiadanie majątku w roku 1759 i stworzyli tu jeden z ważniejszych ośrodków kultury polskiej na Pomorzu. To właśnie za ich administracji powstała tu biblioteka, zawierająca około 11 tys. tomów. Wnętrze dworu zdobiło około 400 obrazów takich malarzy jak: Tycjan, Rubens, Dürer, Aleksander Orłowski, Franciszek Smuglewicz, Andreas Stech oraz gdańskich artystów Meyerheimów.
Obecnie istniejący pałac wzniesiono w roku 1888 na miejscu poprzedniego dworu.

 DYGRESJA 

1888. Był to, przypomnę, znamienny i ciężki rok dla pobliskich Żuław. W tym właśnie roku 25 marca wody wiślane, których ówcześnie w normalnych warunkach spływało Nogatem prawie 50%, w wyniku zatoru w okolicy Kłosowa skierowały się w koryto Nogatu. Około godziny 1600 pod naporem masy wód wał poddał się w okolicy strażnicy wałowej w Janówce. 150-metrową wyrwą woda zalała całe Żuławy Elbląskie aż po Zalew Wiślany. Pola zostały zapiaszczone, a urządzenia odwadniające zniszczone. Naprawy i odwadnianie terenu trwały ponad pół roku. Wysokość zalania uwieczniona jest na znaku wodnym na ścianie dawnego kościoła św. Wawrzyńca na przedzamczu w Malborku. W tym samym czasie zalaniu uległy również północne Żuławy Gdańskie i sam Gdańsk.



W pałacu gościli między innymi Fryderyk Chopin, Jan Matejko, Józef Ignacy Kraszewski oraz Stefan Żeromski. W latach trzydziestych dobra dworu zostały rozparcelowane przez władze niemieckie, część zbiorów trafiła do Gdańska. Pod koniec wojny zbiory zostały rozproszone i w większości zaginęły. Ocalałe kilka procent znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku oraz Bibliotece PAN w Gdańsku. W 1939 roku ostatni właściciele Stanisław Sierakowski i Helena z Lubomirskich zostali bestialsko zamordowani w Rypinie. W czasie wojny pałac ulegał planowej dewastacji. Po wojnie powstało tu PGR, a potem ośrodek hodowli. W latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku przeprowadzono remont pałacu. Powstał pensjonat. Od listopada 2006 roku obiekt jest w posiadaniu Muzeum Narodowego w Gdańsku.

          


W sięgającym swą historią początków czternastego wieku założeniu parkowym, poza wspaniałymi okazami buków, jesionów, platanów, orzechów, tulipanowców i jeszcze pewnie kilkunastu innych gatunków drzew oraz krzewów, na uwagę zasługuje mała architektura w postaci altany, a także rzeźba szlachcica opisana tajemniczo: „Pod Szlachczijcem D.J. ANNO 1756”

Nieopodal pałacu i parku zobaczyć można dawną przypałacową kaplicę Sierakowskich, gdzie leżą ciała rodziny. Oczywiście zamknięta.

Kaplica została wzniesiona w 1873 roku z inicjatywy ówczesnego właściciela Waplewa - Alfonsa Sierakowskiego, a obecnie służy jako kościół pw. św Maksymiliana Marii Kolbe. Ciekawostką jest będąca na wyposażeniu kaplicy późnogotycka figura Madonny z Dzieciątkiem pochodząca ze zwieńczenia ołtarza głównego kościoła Mariackiego w Gdańsku.

Wyjeżdżając z Waplewa zatrzymaliśmy się jeszcze nad stawem przy folwarku. Piotr wysłuchał narzekań wędkarza, z tego co dotarło do mych uszu, na wszystko i na wszystkich. Ja tymczasem sfotografowałem prototyp Żurawia Gdańskiego [Oczywiście prototyp z przymrużeniem oka. Żuraw Gdański w obecnym kształcie zaistniał w połowie XV wieku. To, co widzimy na zdjęciu powstało bez wątpienia w ubiegłym wieku.]

Tu też podjęliśmy decyzję, by do Ankamatów pojechać drogą polną zamiast asfaltem. Szybko zostaliśmy za tę decyzję wynagrodzeni takimi oto krajobrazami.

W Ankamatach odnajdujemy jakiś stary cmentarz z kilkoma betonowymi nagrobkami i kutymi ogrodzeniami kwater, nie mogąc się nadziwić, że nikt jeszcze nie dokonał cudownego przemienienia stali w płyn. Po krótkich oględzinach ruszamy dalej, by po chwili dotrzeć do ruin pierwszego holendra na trasie.


We wnętrzu rozbity kamień młyński.

A w górze resztki drewnianej konstrukcji.

Przez okno widok na pola. To zboże z tych pól mełł ów wiatrak za czasów świetności [podobno jeszcze po II Wojnie Światowej].

I znowu wynagrodzenie za dobry zwyczaj oglądania się za siebie.

Z Ankamatów mieliśmy zamiar jechać przez Litewki i Jeziorno do Bruku i Budzisza. Jednak zagadnięty o drogę mieszkaniec Litewek przestrzegł nas przed zapuszczaniem się w drogę na Jeziorno. Będziecie - mówił - prowadzić rowery przez większość drogi.
Zmiana planów. Jedziemy na Dzierzgoń i w Nowcu skręcamy na Bruk. Czując ciężki oddech burzy nadciągającej z południowego wschodu, decydujemy się jechać prosto na Bągart omijając Bruk i Budzisz z drugimi ruinami wiatraka-holendra. W Bągarcie oglądamy kościół i uzupełniamy zaopatrzenie.

Do Świętego Gaju dojeżdżamy w towarzystwie kropiącego deszczu. Niebo jest już całkowicie zasnute szarymi chmurami, a na południowo-wschodnim niebie dominuje kolor ciemno siny.

Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z końca XIII wieku, chociaż ślady osadnictwa sięgają czasów dużo wcześniejszych. Święty Gaj jest miejscem męczeńskiej śmierci Świętego Wojciecha w 997 roku, co potwierdzają badania archeologiczne i konsultacje historyczne.

Pierwszym, co chciałem zobaczyć w Świętym Gaju jest dom z ciekawym podcieniem wewnętrznym. Jest to jeden z niewielu przykładów podcienia wewnętrznego, jakie znam. Niestety z domu pozostała jedna ściana i sterta desek.

Spod wspomnienia domu udajemy się w stronę kościoła, gdzie zjeżdżamy się z pielgrzymką młodzieży. Jest to pierwszy na trasie kościół, do którego możemy wejść, co oczywiście skwapliwie wykorzystujemy, jeszcze zanim młodzież opanuje wnętrze.

Pierwsza świątynia wzniesiona w tym miejscu w końcu XIV wieku spłonęła niemal całkowicie w w 1861 roku. Cztery lata później wzniesiono kościół istniejący do dziś. W 1986 roku otrzymał on tytuł Diecezjalnego Sanktuarium, a po trzech latach sprowadzono tu z Gniezna relikwie Świętego Wojciecha i umieszczono w ołtarzu.

Wojciech urodzony około 956 roku w Libicach w Czechach przyjął święcenia kapłańskie w 981 roku. Pod koniec 996 roku za zgodą cesarza Ottona III wyrusza z misją do Polski. Wiosną 997 roku, skierowany przez Bolesława Chrobrego do nawracania pogan zamieszkujących Prusy, dociera do Gdańska, skąd rusza w kierunku Prus. 23 kwietnia za naruszenie Świętego Gaju, Wojciecha przebito siedmioma włóczniami i odcięto mu głowę. Bolesław Chrobry wykupił ciało mennczennika za równowagę złota. Wszyscy chyba znają legendę o zrównoważeniu ciężaru zwłok Wojciecha rzuconym przez przechodzącą staruszkę groszem. Dwa lata później papież Sylwester II kanonizował Wojciecha i utworzył metropolię gnieźnieńską.

Załamująca się pogoda nie zachęca do dłuższego postoju, ruszamy więc bez zwłoki dalej. Wyjeżdżając ze Świętego Gaju patrzymy na złowieszczy odcień nieba i krótko rozważamy cofnięcie się do wiaty przystankowej i przeczekanie burzy. Piotr pokazuje jasne niebo nad Kwietniewem, mówiąc: „Tam nie pada. Jedziemy”. Pojechaliśmy. W lesie między Świętym Gajem, a Kwietniewem znajduje się dawne grodzisko pruskie Cholin. Odnajdujemy je po dłuższej jeździe leśnym duktem.

Wyglšda tak, jakby samo wzórze grodowe przecięte było szlakiem bursztynowym. Jednak po oględzinach w Geoportalu widać, że szlak tylko muska wzgórze od południa.

Zaczyna lać. Las liściasty, więc chowamy się pod drzewami. Może deszcz przejdzie zanim przecieknie przez gałęzie. Niestety gałęzie poddają się zanim deszcz się kończy. Ponadto nad naszymi głowami rozpętuje się burza. Pioruny walą bardzo blisko nas. Nie chcę sprawdzać, ile prawdy jest w twierdzeniu, że włączona komórka ściąga pioruny. Wyłączam.

Być może przez tą decyzję nigdy się nie dowiem, ale za to być może dzięki tej decyzji mam szansę dowiedzieć się w życiu jeszcze wielu innych rzeczy,...

...bo gdyby jednak ściągała...

Burza i ulewa opuszcza nas równie szybko, jak nadeszła. Po chwili dołącza do mnie Piotr, który schował się kilkadziesiąt metrów dalej i wspólnie dochodzimy do wniosku, że to gniew Świętego Wojciecha na nas za to, że nie oddaliśmy mu należnego hołdu tylko przelecieliśmy przez Święty Gaj, jak ta burza. Oczywiście trochę przerysowałem dramaturgię chwili, bo w rzeczywistości humory nas nie opuszczały ani na moment.

Po 20 może 30 minutach postoju w lesie pełnym komarów [deszcz im nie przeszkadzał?!] Piotr się przebiera, ja postanawiam wyschnąć w drodze. Ot różnica w podejściu przed czterdziestką i po. :-) Ruszamy w kierunku Kwietniewa. Po chwili wyjeżdżamy z lasu i widzimy panoramę wsi z wyróżniającym się dachem kościoła. A to wszystko na tle chmur, które dopiero co przeszły nad nami.

W chwili, gdy wjeżdżamy do wsi, wychodzi słońce i gdyby nie ogromne rozlewisko przed kościołem w miejscu zatkanej kraty burzowej, nic by nie zdradzało minionej niedawno burzy.

Kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego został zbudowany w latach 1330-1350, szczyt wschodni w XIV wieku, a zakrystia w XV wieku. Wieża przebudowana w latach 1536-1541 zwieńczona jest chełmem z 1702 roku. Ołtarz główny pochodzi z 1685 roku.




W Kwietniewie kolejny pomnik ofiar Wielkiej Wojny.

Z Kwietniewa postanawiamy pojechać do Starego Dolna dawną trasą kolejową relacji Elbląg - Zalewo. Droga niegdyś żelazna, teraz żwirowa na początku prowadzi nas bezbłędnie.

Po drodze podziwiamy krajobrazy pszeniczne.

Piotr wypatruje buszujące w zbożu sarny.

Są jednak szybsze od migawki mojego aparatu.

Dojeżdżamy do zwalonego wiaduktu i tu popełniamy błąd. Nie zważając, że szlak odchodzi przed wiaduktem w lewo w drogę zarośniętą listowiem, przejeżdżamy między przyczółkami i ruszamy dalej wygodną drogą.

Wygodna droga obiera z czasem kierunek niekoniecznie pożądany i w efekcie wyjeżdżamy z powrotem w Kietniewie. Gniew Świętego Wojciecha?

Drugie podejście skutkuje dotarciem do Powodowa. Darujemy sobie Stare Dolno. W Powodowie mają być dwa dwory. I są. Przy czym jeden niedostępny na ogrodzonym i zamkniętym terenie...

...drugi zaś jest ruiną otabliczkowaną: „teren prywatny”, „zakaz wstępu” i „wstęp wzbroniony”. Wchodzę na teren, bo nie czytam biegle i zwiedzam, bo dobrze zwiedzam.



Dzięki uprzejmości powodowian w dalszą drogę ruszamy na solidnie opłukanych z błota rumakach. Kierujemy się na wschód do Grądowego Młyna. Szybki zjazd w dolinę Brzeźnicy i gwałtowne hamowanie na moście.

Jedna z pierwszych wzmianek o młynie na Brzeźnicy pochodzi z 1244 roku. W skład kompleksu młyńskiego wchodziła grobla z systemem upustów i kanałów budowanych od XV wieku, staw młyński z kanałem przelewowym, budynek mieszkalny konstrukcji ryglowej z początku XIX wieku, dwa XX-wieczne mosty oraz tartak.

W 1908 roku oraz około 1920 roku młyn został zmodernizowany przez G. Skirla, co pozwoliło przerabiać w nim do 30 ton zboża dziennie. Do napędu urządzeń młyńskich wykorzystywano wodę, parę oraz dużej mocy silnik Diesla. W czasie ostatniej wojny młyn podłączono do ogólnej sieci elektrycznej i zamontowano nowy silnik o mocy 150 KM.

Po wojnie młyn przywrócono do użyteczności i był on wykorzystywany jeszcze w latach siedemdziesiątych. Następnie został sprzedany prywatnej osobie z Dzierzgonia. Zabudowania młyńskie zostały wkrótce rozebrane i zdewastowane, wycięto nawet kilka okazałych, kilkusetletnich dębów. Dzisiaj w Grądowym Młynie można oglądać tylko mury główne budynku administracyjno-gospodarczego, na którego szczycie zachowały się resztki dawnego napisu „Grundmühle 1908”.

Wykorzystałem wiadomości ze strony Gminy Rychlinki

Z Grądowego Młyna, drogą biegnącą w dół uchodzącej do Drużna Brzeźnicy, zjeżdżamy na Żuławy. W Stankowie skręcamy na zachód w kierunku Nowego Dolna. Tam niepozorny dom podcieniowy...

...oraz obrotowy most zbudowany przed 1939 rokiem na rzece Dzierzgoń.

Z Nowego Dolna jedziemy szybko i bez postojów, trochę uciekając przed kolejną ulewą, a trochę licząc na złapanie wcześniejszego pociągu do Gdańska. Wprawdzie miałem jeszcze w planie odwiedzenie Tropów Elbląskich, ale odpuszczam.

Ulewa... pociąg...

Na chwilę zatrzymujemy się w Raczkach, gdzie Piotr chce zmierzyć się z „depresyjnym wodowskazem”. Nie zostajemy długo.

Ulewa... pociąg...

Zdejmuję pamiątkowo Piotra z wodowskazem i zaraz znów rozpędzamy się do 35km/h. Wiatr tylko szumi w uszach.

Ulewa... pociąg...

Do dworca w Elblągu dojeżdżamy o 1800 w towarzystwie pierwszych kropel nadciągającej ulewy. Zdążyliśmy przed deszczem.

Dobrze!

Nie zdążyliśmy jednak na pociąg. Odjechał kilka minut temu.

Nie dobrze.

W Elblągu mamy ponad dwie godziny, które spędzamy na spożyciu małego co nieco i planach dotyczących następnych wędrówek. Stwierdzamy zgodnie, że wschód - południowy wschód to słuszny kierunek. Myślimy o Wysoczyźnie Elbląskiej i o Kanale Elbląskim. W pociągu, tym razem zaliczającym każda stacyjkę, robi się sennie. Walczę z sennością, pamiętając o konieczności wspięcia się jeszcze z Gdańska Głównego 5 kilometrów do domu. Dojeżdżam po zmroku.




Do wkrótce...

 Przypominam 

...że możesz otrzymywać powiadomienia o pojawieniu się nowej relacji. Wystarczy zapisać się na bezpłatny newsletter.

  NEWSLETTER  

WRÓĆ DO POCZĄTKU

LUB

ZAKOŃCZ WYCIECZKĘ

LUB

POCZYTAJ KOMENTARZE

LUB

ZOSTAW KOMENTARZ

↓    ↓    ↓

ďťż
 

1. Ty
www

To jest miejsce na Twój komentarz.

KATEGORIA: REGION

BORY TUCHOLSKIE  /  DOLINA DOLNEJ WISŁY  /  GDAŃSK  /  KASZUBY  /  KOCIEWIE  /  KOSMOS  /  MAZURY  /  POWIŚLE  /  SUWALSZCZYZNA  /  WARMIA  /  WYSOCZYZNA ELBLĄSKA  /  ZIEMIA CHEŁMIŃSKA  /  ŻUŁAWY

2009 -

PRZESTRZEŃ I CZAS NA KOLE PRZEMIERZA PAWEŁ BUCZKOWSKI